Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014


Jak doskonale wiemy ze szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły średniej, II wojna światowa zakończyła się 2 września 1945 roku. Siedząc jednak w Internecie można odnieść wrażenie, że toczy się ona nadal. A przynajmniej w umysłach internautów. Wielu ludzi wciąż nie może się pogodzić z tym, że III Rzesza napadła na Polskę 75 lat temu, podobnie ZSRR z 17-dniowym opóźnieniem.

niedziela, 24 sierpnia 2014



Chcą nas zbroić. Włożyć do kieszeni P99. Byśmy czuli się bezpieczniej. Bo gdy Ruscy już zdecydują się zdobyć świat, podbiją Ukrainę w 24 godziny i następnym celem będziemy my. Nasza armia nie jest w stanie nas obronić. Nie ma funduszy na jej utrzymanie, na nowy sprzęt. Najpierw trzeba inwestować w prywatną rezydencję ministra spraw zagranicznych. Obywatele polscy dają za mało pieniędzy. Dobrym rozwiązaniem będzie zwiększenie podatków. Co prawda, nie ma sensu tracić pieniędzy na armię, na wojnę się nie zapowiada, ale w razie czego zalegalizujemy broń, by stara Siekierkowa z Biczyc koło Nowego Sącza mogła ostrzeliwać nadlatujące bombowce.
Poza tym, w innych krajach ludzie legalnie posiadają broń. Stopień przestępstw jest taki sam, ale oni muszą posiadać pukawkę. To nic, że do niczego im się nie przydaje. Czują się bezpieczniej. Nawet policjanci nic nie muszą robić, bo obywatel obroni się sam. Ktoś tam kogoś od czasu do czasu zastrzeli, ot, wielkie mecyje. Zdarza się. Przynajmniej dzieciaki będą mogły zemścić się na prześladujących ich starszych kolegach. Pojedynek w samo południe, na szkolnym korytarzu. Zabić. Za garść dolarów. To jest to.
Dlaczego szukamy radykalnych rozwiązań? Dlaczego nie decydujemy się na alternatywy? Dlaczego chcemy posiadać broń, by czuć się bezpiecznie? Dlaczego nie chcemy zaostrzyć prawa, by czuć się bezpiecznie? Czy tylko ja wierzę w to, że gdy zabójstwo będzie karane dożywociem a uszczerbek na zdrowiu czy gwałt ćwierćwieczem w więzieniu, to przestępca zastanowi się 5 razy zanim zrobi coś złego?

niedziela, 27 lipca 2014



Wyobraź sobie, że jesteś nazywany jednym z najlepszych piłkarzy. Mimo, że nigdy nie wygrałeś Pucharu Europy, ani nawet nie pojechałeś na mundial. Niedawno dołączyłeś do najlepszego zespołu na świecie. 26 lipca 2014 grasz w towarzyskim meczu z drużyną z miasta, którego nazwy nie potrafisz nawet wypowiedzieć. Latasz po boisku już pół godziny. W końcu otrzymujesz podanie, jesteś w polu karnym, kręcisz piruety, miotasz się, szczęśliwie obrońcy nie pomyśleli, by wykopać ci piłkę spod nóg i pięknie lobujesz podbiegającego bramkarza. Bramka życia. W końcu jesteś piłkarzem światowej klasy. Tak oto po raz kolejny zostajesz bohaterem narodowym. Wszystkie gazety o tobie piszą, piłkarscy eksperci zgodnie stwierdzają, że piękniejszego gola nie widzieli, a świętej pamięci Kazimierz Górski przewraca się w grobie. Może boi się, że tobie postawią pomnik szybciej. A potem robi ci się smutno, bo zdajesz sobie sprawę, że w nadchodzącym meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Europy to twoi koledzy będą miotać się na boisku, a ty będziesz przy piłce zaledwie dwa razy. Nie licząc rozpoczęcia gry po stracie gola. I chciałbyś zmienić obywatelstwo niczym Mistrz Świata, ten z Zabrza, ale jesteś patriotą. Jesteś polskim bohaterem narodowym. Ty strzelasz tylko do niemieckich bramek.

Wyobraź sobie, że jesteś aktorką. Niezbyt znaną, ale kojarzoną. Twoja 23-letnia córka przyjechała na wakacje z Londynu. Jedziecie razem ze znajomą projektantką na otwarcie festiwalu filmowego. Twoja córka prawdopodobnie/chyba/być może nie ma zapiętych pasów. I prawdopodobnie/chyba/być może tego nie zauważyłaś. Pada rzęsisty deszcz. W pewnym momencie wpadasz w poślizg, nie możesz zapanować nad kierownicą i wjeżdżasz w przydrożną lampę. Wszyscy tracicie świadomość. Po kilku godzinach budzisz się w szpitalu i dowiadujesz się, że twoja córka zmarła na stole operacyjnym. Przez kilka, kilkanaście godzin starasz się przetrwać. Rano dostajesz do ręki najnowszy numer znanego tabloidu. To jest ten rodzaj dzienników, których nie powinno być na rynku, ale są, bo skutecznie piorą mózgi i robią z ludzi debili. I z tego dziennika dowiadujesz się, że to ty, nie ona, nie deszcz, nie inny samochód, nie przebiegający drogą pies, ale właśnie ty z premedytacją zabiłaś córkę. To bez znaczenia, czy autor artykułu - tak zwany dziennikarz - miał jakiekolwiek podstawy, dowody, by oskarżać cię o zabójstwo dziecka. Bo ty zaczynasz w to wierzyć.

Wyobraź sobie, że byłeś najlepszym policjantem w Polsce. Kilkadziesiąt lat w służbie. Łapałeś takich przestępców, co potrafią ziewać podczas wydłubywania oczu. Jesteś lojalny wobec przełożonych, wierny swoim ideałom, koledzy z wydziału są ci braćmi i tak bardzo kochasz swoją pracę, że psem mógłbyś być do śmierci. Telewizja realizuje dokument o tobie i twojej pracy. I cieszysz się, że ktoś potrafi docenić tę parszywą robotę, jaką odwalasz. Potem do kin trafia film o policjantach, w którym jeden z bohaterów to wynik inspiracji twoją osobą, a w jego postać wciela się najlepszy polski aktor. I potem jeszcze 31-odcinkowy serial. Ale potem coś idzie nie tak. Trafiasz do więzienia. Przez dwa lata żyjesz wśród ludzi, których ty wsadziłeś. Czekasz cierpliwie do końca. Wspierają cię ludzie, którzy znają cię tylko z telewizji. W końcu wychodzisz na wolność. Jesteś innym człowiekiem. Zniszczonym przez system. Masz już plany, chcesz naprawić relacje z córką. Po miesiącu popełniasz samobójstwo. O tym jednak nikt nie mówi.

Wyobraź sobie, że żyjesz w kraju, w którym media informują tylko o ważnych rzeczach. W którym media informacyjne za wszelką cenę starają się być obiektywne, a media publicystyczne nie kłamią i nie oczerniają. W którym Kodeks Etyki Dziennikarskiej w rękach dziennikarza jest jak Biblia w rękach księdza. W którym media nie robią z ludzi debili. I ludzie ufają dziennikarzom.

Już wystarczy. Przynajmniej do następnego wydania SuperExpressu.

sobota, 15 marca 2014



Co jakiś czas wybucha afera dotycząca zarobków Polaków. Ostatnio sprawa ta dotyczyła Kaji Malanowskiej, która skarżyła się na swoim Facebooku, że za 16 miesięcy pracy nad książką zarobiła 6800 zł. 7 tysięcy za prawie półtora roku pracy. Wreszcie studenci na kasach mogą być dumni. Swoim wpisem wywołała ostrą burzę i dyskusję na temat zarobków pisarzy i ogólnie Polaków. W kierunku Malanowskiej posypały się hejty. Skoro sama wybrała taki zawód, to nie powinna narzekać, prawda? A to, że jej książki się nie sprzedają, to tylko jej problem. Niech pisze lepiej!

Kurwa. Ludzie to jednak lubią kopać leżącego. Przekonała się o tym sama pisarka. Od czasów Chrystusa rzucano kamieniami na lewo i prawo. Ci, którzy popełnili błędy byli automatycznie piętnowani i niszczeni przez nieskazitelnie czystych ludzi. Zamieścisz na Facebooku film, jak pijesz piwo - jesteś dzieciakiem i debilem. Napiszesz coś głupiego - jesteś ignorantem i najlepiej się wyloguj i skocz z mostu. Masz inne zdanie niż większość - jesteś głupi i w ogóle to wypierdalaj.

Chciałbym zająć jedno stanowisko w sprawie Malanowskiej, ale tak naprawdę prawda leży po obu stronach. Doskonale rozumiem pisarkę. Ma prawo narzekać na swoje zarobki. Wszyscy mamy prawo i wszyscy narzekamy (może nie wszyscy, ale większość). Studenci nie mają lekko. Nie każdy ma dzianych rodziców. Niektórzy z nas dostają 600 zł, z czego 500 zł idzie na spłatę wynajęcia pokoju. 100 zł zostaje na życie. Na jedzenie głównie. W zasadzie, tylko na jedzenie. I piwo od czasu do czasu. Ciężko pójść do kina czy kupić sobie nowe spodnie. Trzeba się zatem rozglądnąć za pracą. Za pracę na pół etatu na słuchawkach dostajemy ok. 100 zł. Sama praca na pół etatu to problem, bo ma się przecież zajęcia na uczelni, często porozwalane na cały dzień. I kiedy tu pójść do pracy? A może zatrudnić się jako barman? Stać za ladą od 20:00 do 6:00 rano i zaraz potem iść na uczelnię jak jakieś zombie? Dobrze znaleźć pracę związaną z kierunkiem. Ale takiej nie ma. Są praktyki. Też pół etatu. I dostajemy za to wpis do CV. Dzięki temu po studiach możemy zarabiać ok. 2000 zł na rękę. Po studiach, kiedy to najlepszy czas, żeby się usamodzielnić. W większości przypadków tak to właśnie wygląda.

Winę za niskie zarobki pisarzy ponosimy również my. Bo nie czytamy. Bo kupujemy średnio półtorej książki rocznie. Ale co się dziwić, skoro dobra książka kosztuje 30 zł w górę. Czy warto zrezygnować z obiadu, który ledwo starcza na tydzień na rzecz przeczytania kilkuset stron w jedną noc? Pisarz za swoją książkę kosztującą w empiku 40 zł dostaje 10%. Policzcie sobie.

Gdzie jest państwo? Dlaczego polityk z wykształceniem filozoficznym, który praktycznie nic nie robi zarabia 10 razy więcej niż starsza pani na kasie pracująca 12 godzin dziennie, która musi wyżywić 5-osobową rodzinę? Dlaczego nic z tym nie robimy? Rzucam studia, zostanę politykiem, będę miał wszystko w dupie i zarabiał więcej niż cała twoja rodzina, mój drogi czytelniku.

Druga strona całej sprawy też ma swoje racje. Kaja Malanowska sama wybrała zawód pisarki, doskonale wiedząc, że nie jest świetnie płatny. Dlaczego? Gdyby pisała lepsze książki to z pewnością zarobiłaby więcej. Argument prosty, ale również trafiający w sedno. Tylko, że Pani Malanowska była nominowana do Paszportu Polityki i do nagrody NIKE. Nie znam się, ale to chyba coś, prawda? Problem w tym, że mimo iż została tak doceniona, nie stać jej na kupno sukienki, w której mogłaby pójść na galę.

Dlaczego mam rezygnować z marzeń tylko dlatego, że mi się to nie opłaci? Dlaczego mam zostać przedstawicielem handlowym producenta odkurzaczy i wciskać ludziom kit, by zarobić te 2000-4000 zł i być nieszczęśliwy? Ja chcę być szczęśliwy, chcę spełniać marzenia, chcę robić to, co lubię. Chcę, by moja praca sprawiała mi przyjemność. Dlaczego mam na tym cierpieć finansowo? Bo premier tak chce? Bo my się na to godzimy? Tak. Godzimy się na to.

środa, 15 stycznia 2014



Ostatnio głośny stał się nowy przebój Nataszy Urbańskiej pt. Rolowanie, zaraz obok Filiżanki Michała Wiśniewskiego. Obie piosenki zostały kompletnie zniszczone przez falę hejtu. O ile w przypadku drugiego kawałka jestem w stanie to zrozumieć (bo ten utwór to kompletne dno, wyłączyłem w połowie), tak jeśli chodzi o Rolowanie jestem skłonny stanąć w obronie Urbańskiej.

Może to moje nastawienie tak zadziałało. Mimo iż internauci nie pozostawiają na niej suchej nitki, tak ja, włączając teledysk, postanowiłem dać jej szansę. I uroczyście oświadczam, że jest to całkiem niezły utwór. Daleko mu do doskonałego, bo ma swoje wady, które niestety przyćmiły zalety. Przy tym utworze dały dupy 3 osoby: Janusz Józefowicz za reżyserię (lizanie umywalki? really?), Zofia Kondracka za tekst i Natasza Urbańska za to, że się zgodziła na to, co zaproponowali wcześniej wymienieni.

Zalety? Muzyka, śpiew i wygląd wokalistki. No, śpiew może nie jest wybitny, bo zrozumiałem jedynie "Jestem królową z bajki", ale uważam, że to wina tekstu. Zauważcie, że gdyby tę piosenkę nagrała Lady Gaga albo Rihanna, to byłaby przebojem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nawet, jeśli teledysk reżyserowałby pan Józefowicz. Dlatego radzę pani Kondrackiej, aby wróciła tam, skąd przyszła i schowała się do szafy. Albo szafki. Pod umywalką. Bo faktycznie, "gubi się w realu".

Nie wiem, dlaczego Urbańska zgodziła się ten "big deal". Niech przestanie śpiewać. Wszystkim, a zwłaszcza jej, wyjdzie to na dobre.


 
Twitter Facebook